Niebanalne Pomysły i Zabawy na Wesele:
Disco Polo... i inne problemy z repertuarem na wesele
Jak to mówią, na weselu grać trzeba dla wszystkich. Że nie jest
to proste o tym wie każdy, kto kiedykolwiek próbował to robić.
Okazuje się bowiem, że z pozoru oczywiste rozwiązanie, nie zawsze
musi zadziałać. A bywają sytuacje, kiedy... żadne rozwiązanie
nie zadziała. Nie zadziała, bo zadziałać nie może, bo takiego
rozwiązania po prostu nie ma.
Najbardziej oczywistym rozwiązaniem (i najbardziej właściwym jak
się zdaje) jest grać "wszystkiego po trochu". Trochę dla osób
starszych, trochę dla młodych, trochę dla najmłodszych. Coś dla
tych, którzy lubią mocne granie i coś dla tych, co wolą delikatne.
Coś dla tych co lubią generalnie szybko, coś dla tych, którzy
szybko nie lubią. Coś po polsku i coś z repertuaru zagranicznego.
Coś w takim, coś w innym, a coś w jeszcze innym stylu. Tak aby każdy,
choć przez chwilę znalazł coś dla siebie.
Dobrze by było, gdyby grupa była w miarę jednolita w sensie
upodobań. Wtedy przez długi czas można by zadowolić znaczącą liczbę
gości. Jeśli jednak grupa nie jest jednolita trzeba grać "pod
wszystkich", czyli po trochu wszystkiego (proporcjonalnie do upodobań).
A już w ogóle najlepiej by było, gdyby każdy lubił wszystko.
Co nie zagrasz - jest dobrze :)
Z jednym typem upodobań jest jednakże problem. O jaki mi chodzi,
już wiesz. A dlaczego tak uważam dowiesz się za chwilę :)
Jakiś czas temu na jednym z portali internetowych opublikowano
wyniki pewnej ankiety. Uczestnikom zadawano dwa zasadnicze pytania.
Nie pamiętam dokładnie ich treści, ale sens bardzo dobrze.
Brzmiały one mniej więcej tak:
1. Jakiej muzyki słuchasz przede wszystkim?
2. Jakie inne gatunki muzyki lubisz słuchać?
Wyniki ankiety były bardzo ciekawe i na ich podstawie wysunięto
kluczowe dla naszych rozważań wnioski. Sprawy miały się mianowicie
tak. Zaobserwowano, że ludzie słuchający przede wszystkim muzyki
Disco Polo... nie odczuwają potrzeby, by słuchać cokolwiek innego.
Ludźmi o najszerszych horyzontach, najchętniej słuchającymi różne
gatunki muzyki okazali się ci, którzy przede wszystkich słuchają
jazzu.
Wysunięto stąd wniosek, że muzyka jazzowa uwrażliwia generalnie
na muzykę i poszerza zakres potrzeb słuchaczy. Odnośnie muzyki
Disco Polo wysunięto wniosek przeciwny: muzyka ta osłabia wrażliwość
muzyczną i zawęża zakres potrzeb muzycznych.
Wnioski bardzo ciekawe i dające dużo do myślenia.
Jaki to ma jednak związek z problemem repertuaru na wesele?
:)
Dla muzyków - bolesny...
No więc okazuje się, że dla ludzi najbardziej lubiących słuchać
muzyki Disco Polo inna muzyka, mogłaby praktycznie nie istnieć.
(Jest to oczywiście uogólnienie i w wielu przypadkach może się
okazać krzywdzące. Zasada jednak wydaje się być słuszna).
Problem polega na tym, że owi ludzie... nie potrafią się bawić
przy innej muzyce. Jeśli zespół nie gra Disco Polo - to choćby nie
wiadomo co i nie wiadomo jak zagrał... jest słabym zespołem.
Co gorsza, nie wystarczy nawet zagrać kilku piosenek w tym stylu.
Gdy tylko bowiem zaczniesz grać inną muzykę... automatycznie grasz
źle, grasz tak, że "nie można się przy tym bawić". Dla nich bowiem
wartościowa jest jedynie muzyka Disco Polo.
Jednym słowem jedynym wyjściem jest grać całą imprezę w stylu Disco
Polo. Są ludzie, którzy to uwielbiają. Są jednak ludzie, dla których
jest to nie do zniesienia (mówię tak o gościach, jak i muzykach).
W zadziwiający sposób (choć jak się dobrze zastanowić, w świetle
oddziaływania muzyki na wrażliwość nic dziwnego w tym nie ma), ci,
którzy chcą się bawić przy muzyce Disco Polo są konsekwentni
w domaganiu się tego właśnie rodzaju muzyki na imprezie.
Jeszcze nie spotkałem człowieka, który by więcej niż raz prosił mnie
o zagranie jakiegoś standardu jazzowego lub czegoś w tym stylu. Jeśli go nie znamy,
z szacunkiem to przyjmuje. Jednak o "Majteczki w kropeczki"
proszono mnie (delikatnie rzecz ujmując) już przez pół imprezy.
Nie zagraliśmy...
...i byliśmy "słabym zespołem".
:)
Z tego problemu nie widzę wyjścia. Disco Polo grać nie będziemy,
a już na pewno nie uczynimy z tego głównego repertuaru. Jeśli zespół
nie potrafi grać jazzu - cierpi na tym ten, kto chciałby owego jazzu
posłuchać. Jeśli jednak zespół "nie potrafi" grać Disco Polo...
cierpi na tym przede wszystkim... zespół ;)
Słuchacz, który o ów repertuar prosi z reguły jest po prostu mocno niezadowolny.
I bynajmniej owego mocnego niezadowolenia przed światem nie kryje.
Niestety...
* * *
Z pozdrowieniami od jazzmanów, rockandrollowców, popowców, rockowców,
soulowców, ludowców, gospelowców, klasyków, hip-hopowców, chiloutowców,
rozrywkowców, metalowców, pankowców, alternatywniaków, housowców,
danceowców, musicalowców, swingowców, latynosów i innych kulturowców
... No i z zaproszeniem na koncerty Warszawskiej Jesieni :)
Co byśmy odnaleźli prawdziwe granice muzyki!
Świadomość tych granic i wrażliwość na każdy z elementów w objętym przez
nie obszarze pozwala bardziej obiektywnie spojrzeć na wartość choćby
i najbardziej kolorowych, rytmicznych i słodkich "kropeczek na bieliźnie".
I jeśli nawet nie zmienia w nich upodobania, to przynajmniej
rodzi większy szacunek i uznanie dla tych wartości muzycznych,
w których jeszcze się nie upodobało... bo upodobać się po prostu
nie umie.
Kto wie, może doczekamy takiej chwili, w której to miłośnicy jazzu
będą najczęściej i najgłośniej zabierali głos na weselach. I choć
szczerze w to wątpię, to z uśmiechem się na taką możliwość zapatruję.
Sylwester Laskowski
Zobacz inne artykuły »
|