1. Patrz jak muzycy zachowują się podczas grania:
- Jeśli Twoje patrzenie sprawia, że nie bardzo wiedzą,
co zrobić z oczami;
- Jeśli nie mają żadnych nut, kartek z akordami lub czegoś
w tym stylu (uwaga: kartki z tekstami to oczywistość);
- Jeśli nie patrzą na siebie nawzajem (muzyk na muzyka),
komunikując się w krytycznych momentach utworu
(początek piosenki, początki solówek, koniec utworu);
- Jeśli szybko zauważają, że są obserwowani, a potem zwracają
na to uwagę, zdradzając przy tym zakłopotanie;
- Jeśli podczas grania wykonują inne czynności (rozmawiają z kimś,
szukają czegoś);
- Jeśli w trakcie grania okazują znudzenie, albo nadmierne
zaangażowanie (to drugie trudniej rozpoznać)
...to jest wielce prawdopodobne, że nie grają na żywo.
2. Patrz muzykom na ręce, na dłonie. Czy to, co one robią,
wydaje Ci się sensowne i spójne z tym, co właśnie słyszysz
w głośnikach?
3. Spróbuj usłyszeć instrument muzyka, którego właśnie obserwujesz.
To, że w utworze jest gitara, a na scenie gitarzysta, nie musi
oznaczać, że gitara, którą słyszysz jest jego gitarą. Spróbuj
usłyszeć tę, którą widzisz!
4. Ile muzyków, grających na instrumentach klawiszowych jest w zespole?
W zespołach grających na żywo na 99% będzie to jedna osoba. Czasem,
osoby mogą się na chwilę zamieniać, typu: bębniarz zagra na basie,
klawiszowiec na bębnach... (choć to raczej nie zdarza się w zespołach
grających na dobrym poziomie) ale w danej chwili, w zespole grającym
na żywo na klawiszach raczej grał będzie jeden człowiek.
Dlaczego tak? To proste. Zespoły grające na żywo i tak narzekają na to,
że są "zbyt liczne", a przez to drogie, a więc mniej konkurencyjne.
5. Czy słyszysz jakieś wpadki instrumentalne, typu: ktoś zagrał
coś nie równo, nie ten dźwięk, za cicho lub za głośno? Jeśli
przez całe wesele nie słyszysz ani razu, to albo masz bardzo,
bardzo wysokiej klasy zawodowców na scenie albo...
zawodowy playback...
Podpowiem tylko, że słyszałem jak Eric Clapton (ufam, że wiesz
o kim mówię) "sfałszował" na jednym z koncertów. A koncert trwał
nie długo ponad godzinę. Wesele trwa dużo dłużej i rzadko kiedy,
spotkać tam można muzyków tego pokroju co Eric Clapton.
Uwaga, wpadki nie muszą być poważne. Dobrym zespołom nie często takie
się zdarzają. Ale drobne, takie które można dostrzec, gdy się z uwagą
wsłucha - wcześniej czy później się pojawią.
Komputer nigdy się nie myli. I zawsze gra tak samo - sterylnie,
syntetycznie, płasko i... bez jaj (przepraszam, jeśli uraziłem :)
6. Jeśli w zespole jest perkusista. Sprawdź czy to on "nabija" tempo
utworu. Jeśli nie - to zasadnicze bębny są gdzieś indziej.
On ma się tylko do nich dopasować (bywa, że jedynie wizualnie).
(Czasem tempo nabija jakiś inny muzyk. Ale jeśli nikt nie nabija,
bębny na sto procent są z playbacku).
7. I najważniejsza rzecz. Co się dzieje pomiędzy utworami?
Co się dzieje na początku każdego kolejnego "seta"
(bloku, w którym zespół gra)?
Zespoły grające z playbacku, będą unikały wydawania jakichkolwiek
dźwięków. Po zakończonej piosence, do rozpoczęcia następnej będziesz
słyszeć uroczą... ciszę, ewentualnie konferancjerkę wokalisty. Ale
z instrumentów nic się nie wydobędzie.
Zespoły grające na żywo zachowywały się będą zupełnie inaczej.
Instrumenty trzeba co jakiś czas stroić, ustawiać ich barwę,
sprawdzać poziomy głośności i proporcje pomiędzy nimi.
Co jakiś czas, ktoś tam coś bez zażenowania i wstydliwości "brzdąknie",
kręcąc przy tym jakimiś gałkami (choć bardziej wskazane jest
tu subtelniejsze podejście).
Nie będzie to trwało długo i nie koniecznie, co piosenka,
ale od czasu do czasu, na pewno to usłyszysz. Nie wykluczone, że
będzie to zapowiedź piosenki, która za chwilę zostanie wykonana
(jakiś charakterystyczny motyw, na którym muzyk sprawdza poprawność
ustawionego brzemienia).
To ostatnie jednak (granie motywów z piosenki, która za chwilę będzie
wykonywana), w moim odczuciu, nie jest w dobrym stylu - zdradza,
co się za chwilę wydarzy, osłabiając siłę oddziaływania
właściwego początku utworu.
To tyle. Są z pewnością jeszcze i inne sposoby.
Te jednakże wydają mi się być wystarczające.